wtorek, 23 czerwca 2009

Wiem, wiem....

Szanowni Państwo! Czy to moja wina, że kongres kobiet nazywa się tak, a nie inaczej? Jak się pozwala wariatom tytułować Napoleonem, to nie powinno się w tym wypadku pozwalać innym wariatom wypowiadać za wszystkich. Cóż, domeną demokracji jest to, że ktoś mówi za wszystkich, czuje i cierpi za miliony(za mniejsze się nie opłaca), tworzy ,,lepsze" prawo, ale jakoś robić na siebie każdy musi już sam. Szanowne panie, drogie kobiety. Pozwalacie tym babom by mówiły w waszym imieniu, to co się dziwicie? To cena postępu; wy płacicie one postępują. Nie długo, już nie długo zaczną wołać o obowiązkowym orgazmie. Niby tak dla dobra kobiet. Tylko niech się któraś wygada, to zaraz się te czarownice zlecą i zechcą by im to udowodnić.... Jak słyszą, że ktoś jest szczęśliwy w małżeństwie, zaraz skrzeczą, że pewnie mąż ją terroryzuje, a wychowanie dziecka nie może dawać szczęścia. Po prostu wszelkie takie inicjatywy nie idą drogą postępu, lecz niestety podstępu. Każdy rozsądny człowiek, gdy mu takie gremium obiecuje pomoc powinien czym prędzej zabierać nogi za pas. Tak dla jasności proszę słowo kobieta z wcześniejszego wpisu wsadzić sobie w "" słów.

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie identyfikuję się z kobietami związanymi z "Kongresem Kobiet". Niech sobie mówią co chcą. To co mówią może dotyczy ich samych lub najbliższych koleżanek, przyjaciółek, rodzin. Nie utoższamiam się z politykami, ani z nikim innym, kto występuje w środkach masowego przekazu.
    A co do kobiet, które mówią, że małżeństwo jest ok i są z tego powodu zadowolone (lub szczęśliwe) znajdują się nawet w Twoim zasięgu...
    ;>

    OdpowiedzUsuń